Oczy otwieram

Nawałnice z wolna się rodzą –
najpierw to brzęk fletni.
Dzień rudy tak uderza odchodząc,
spływając kolorem w kwiat.
O, rozwiążcie mi ręce dawne –
prężne konary skrzypów,
bo zbyt jasno już widzę prawdę,
jeszcze oślepi mnie blask.
Oto się niebo odbarwia,
zamienia się w tabun wichrów,
jeszcze chwila pogardy,
a spadnie czarny śnieg.
A ja brzeg nie nazwany – nazwę,
wtedy spadnie drapieżność gwiazd,
gdy w ramionach żelaznych trzaśnie
szklany sen i rozpryśnie się wiek.

_____

Autor: Krzysztof Kamil Baczyński

0 0 votes
Oceń wpis

Zobacz także

Subscribe
Powiadom o
guest
Ze względu na spam wyłączona została możliwość wstawiania linków w komentarzach. Komentarze zawierające odnośniki będą kasowane.
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments